Będzie świątecznie...


Duży prostokątny z biało - czerwonym kremem i takąż polewą na bazie malin i śmietany z pewnością wzbudzi zachwyt. Marta przyrządzi gęsinę, do tego pieczone jabłka z żurawiną. Będą i drobne przekąski; grzybki, ogóreczki, pomidory - a wszystko nasze, polskie, sprawdzone i zdrowe. To był Magdy konzept i ona nad wszystkim czuwa.
Ma wielu przyjaciół, swój sklep na Harburgu, doskonałe pomysły i wiele radosnej życzliwości, która niejednego i niejedną wzmocniła w emigracyjnych trudach.
   - Musimy się spotkać i razem świętować! Taki dzień zdarza się raz na sto lat.
Przyjdą Niemcy i Polacy, dorośli i gromada dzieci. Będziemy śpiewać i opowiadać o naszej historii. To świętowanie setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości musi być docenione i zauważone! Ono wymaga rozgłosu i należytej oprawy.


Wydawać by się mogło, że Polacy mieszkający poza krajem, na Zachodzie zwłaszcza, nie są sentymentalni i nie noszą w sobie tej osobliwej, pełnej liryzmu nostalgii za tym co ojczyste, rodzime, swojskie, pozostawione. Pod tym wzglądem różnimy się nieco od tych, co na Wschodzie.


 

 

W Niemczech, zapewne i w Anglii, zauważa się takich, którzy za wszelką cenę pragną dopasować się do obcej kultury. Asymilują się w przekonaniu, że nowy, wybrany przez nich kraj wymaga innych zachowań i zmiany obyczajów, że jest nowoczesny, poprawny i doskonały. Nie chcą z dziećmi, a i ze sobą rozmawiać po polsku. Naśladują miejscowych w przekonaniu, że to wskazane. Przechwytują bezkrytycznie obce wzory.
Nic bardziej błędnego. Tacy toną w smutku, który tłumaczą samotnością i przepracowaniem. Jakże się mylą! W cenie jest to właśnie, co nas wyróżnia, co ma źródło w wielowiekowej naszej tradycji i kulturze, co jest naszym bogactwem duchowym.
Odciąć się od przeszłości, krytykować to co narodowe, wypracowane przez wieki nie świadczy o Polaku dobrze.
Ileż Niemców, którzy swoją historię kiepsko znają, którzy ją wręcz ignorują, chce jak najwięcej dowiedzieć się o swoim wschodnim sąsiedzie, o jego dziejach. Imponujemy im.

 


-  To jak to jest z tą waszą niepodległością? - pytają -
Przecież wyście nigdy się nie poddali. Nie było Polski na mapie, a o was zawsze było głośno i w Berlinie i w Londynie , a nawet w gabinecie Wilsona. W pierwszej wojnie w trzech armiach walczyliście. Jak to się robi, że ten biało - czerwony sztandar nad najstraszniejsze boje zwycięsko wyniesiecie?

Tacy jesteśmy. Takimi bądźmy. Rocznice i ich obchody są także po to, by uświadomić skąd nasz ród i jaka w nas moc. Każda rocznica, każda ważna w kalendarzu data przynosi odmienne wspomnienia, przemyślenia i skojarzenia. Stulecie odzyskania niepodległości kieruje myśli ku tak rozlicznym sprawom, że można mówić o nich bez końca. Sięgamy więc do literatury, przeglądamy podręczniki historii, oglądamy stare filmy i albumy malarstwa.

Dlatego Magda zaprosiła rodaków i Niemców. Będzie przegląd zdjęć z Polski, polskie melodie, piosenki i rozmowy, o tym co w naszym kraju warte uwagi. To będzie ciekawa i zaszczytna impreza. Wszystko opracowane w szczegółach, przemyślane i właściwie dobrane.

Ewa  - licealistka z polskiej szkoły pojedzie w sobotę do Szczecina.
To niedaleko z Hamburga, kilka godzin do granicy i jest się na miejscu.  - Tak właśnie zamierzam świętować - powiada i już zorganizowała grupę zaprzyjaźnionych osób, różnej narodowości. Wszyscy ciekawi Polski. Pójdą na Plac Szarych Szeregów i do Centrum Dialogu „ Przełomy”.
Wieczorem pobawią się, bo musi być radośnie, gdy młodzież świętuje.

 

 

My czekamy na to święto z utęsknieniem - twierdzą Tadeusz i Ola.
   - Będziemy w katedrze na mszy w intencji Ojczyzny i na koncercie w filharmonii. Spotkamy znajomych, posłuchamy co powie burmistrz Hamburga Peter Tschentscher na tej doniosłej uroczystości. Nasze narodowe rocznice skłaniają ku tylu refleksjom, one uczą życia i zespalają nas wszystkich w serdecznej, polonijnej wspólnocie.

A my zamierzamy pojechać na ten świąteczny weekend do Kilonii.
Pochodzimy z Gdyni, do tego jesteśmy żeglarzami. Gdynia i Kilonia to miasta partnerskie, bliskie sobie i znajome - więc będzie świętowanie na zatoce  -  ogłaszają Bartek, Sebastian i Max.
- Tam zażyjemy wiatru, morza i słońca, tam też pośpiewamy i wspomnimy naszych polskich dzielnych kapitanów: zwłaszcza Tadeusza Prochitkę,, który zdobył w miejscowych regatach w 1936 drogocenny „Kronenkompass.”

Ja powrócę wspomnieniami do mojego ostatniego pobytu w Trójmieście, do wizyty w Domku Zeromskiego w Orłowie. Poczytam fragmenty „ Wiatru od morza”, przypomnę sobie opowieści babci, która zamieszkała w Gdyni jako dziesięciolatka w 1926 roku.
To będzie moje świętowanie, moje z Polską najmilsze na odległość zbliżenie.

Emigracja nie jest prosta ani łatwa. Ona zawsze niesie wątpliwości, troski, tęsknotę.
Od tego się nie ucieknie. Dlatego każda uroczystość o polskim, rodzimym kolorycie niesie ukojenie. Jest jak muzyka Chopina dostojna, przejmująca i na wskroś rodzima.

Niech więc będzie świątecznie, radośnie i elegancko, w organizacjach i rodzinach, wśród młodych i starszych, bo taki dzień zdarza się tylko raz, raz na sto lat.

 

(red)

 

Foto: Leszek Gburzynski

Foto: internet Google