Wszędzie te baśnie - wywiad z Julią Kamińską

Tak naprawdę moje wykształcenie bardziej przygotowało mnie do zajmowania się pisaniem, niż do grania – spora część zajęć na filologii germańskiej to literaturoznawstwo. Przeanalizowałam mnóstwo dzieł literatury niemieckiej, więc mam przynajmniej teoretyczne podstawy - mówi nam Julia Kamińska, współautorka scenariusza pierwszych odcinków serialu „Singielka” i odtwórczyni jednej z głównych ról.

 

Joanna Pszon: Lubi Pani baśnie?

Julia Kamińska: - Owszem, ale wolę współczesne bajki, które rzadziej, niż klasyczne baśnie, szerzą stereotypy.

Niektóre seriale, w których Pani zagrała, to też poniekąd baśnie. Choćby sławny serial „BrzydUla”, gdzie z brzydkiego kaczątka wyrasta piękny łabędź.

- „BrzydUla” faktycznie miała w sobie sporo z romantycznej baśni, miłość od pierwszego wejrzenia i od razu taka na całe życie… mam ogromny sentyment do tego serialu.

Czy najnowszy serial „Singielka” to też będzie bajka o księżniczce wypatrującej swego księcia?

- Tak, trochę tak.

 

 

Pani zdaniem bycie singielką w obecnym świecie to męka samotności, czy raczej komfort bycia niezależnym?

- To zależy od osobistych potrzeb. Uważam, że jak najbardziej można być szczęśliwym będąc w pojedynkę. Natomiast serial buduje rzeczywistość na swój użytek: scenarzysta stwarza sympatyczną, samotną bohaterkę i budzi w niej potrzebę miłości, po to, żeby widz jej kibicował i był ciekawy jej losów. Gdyby samotna bohaterka nie miała potrzeby bycia z kimś, nie byłoby czego opowiadać. Dobra, wciągająca historia to najczęściej zmagania z nieprzychylną rzeczywistością.

Gra Pani rolę siostry tytułowej bohaterki. Jaka jest Natalia?

- Natalia to najlepsza przyjaciółka Elki. Ma poukładane życie, planuje ślub z młodym, zdolnym chirurgiem – jej życie przypomina piękny sen, ale tylko na pierwszy rzut oka. Natalia zorientuje się, że żyje w złotej klatce i zapragnie się z niej wydostać i dojrzeć, odnaleźć siebie. A to okaże się zadaniem dość karkołomnym, bo Natalia do tej pory zawsze we wszystkim słuchała wszystkich, tylko nie siebie…

Czy serial to będzie nasza polska „Bridget Jones”, czy jednak Ela to bardziej romantyczna postać?

- Wydawało mi się, że Bridget była dość romantyczna. Kilka podobieństw pewnie się znajdzie: płeć i nadwaga, ale na tym podobieństwa chyba się kończą.

 

Jak wygląda praca na planie serialu, jaka jest atmosfera?

- Pracujemy w trybie telenowelowym, realizujemy po kilkanaście scen dziennie, więc czasami bywa nerwowo. Tym bardziej, że wszyscy staramy się, żeby szybkie tempo nie wpłynęło na jakość serialu. Bardzo się cieszę, że na planie spotykam aktorów z obsady „BrzydUli”, to moi przyjaciele, z którymi uwielbiam pracować. Kiedy jesteśmy razem w ogóle nie odczuwam szybkiego tempa realizacji.

W teatrze gra Pani w musicalu „Zorro”, kiedyś w spektaklu „Kopciuszek”. Konwencja baśni stale jakoś Pani towarzyszy…

- Jakoś tak się składa (uśmiech).

Wiele Pani ról filmowych i teatralnych to raczej komedie lub film obyczajowy. Nie marzy się Pani jakaś bardziej mroczna rola?

- Ostatnio zagrałam mroczną rolę w serialu audio Krzysztofa Czeczota „Karski” – wcieliłam się w nazistkę. Może to nie ostatnia taka rola, bardzo bym się cieszyła.

A propos głosu. Podkładała Pani kilkakrotnie głos do filmów animowanych dla dzieci, do baśni,  a ostatnio do filmu przygodowego „Fantastyczna czwórka”. To dla Pani trudniejsze niż gra w serialu?

- Nie, to po prostu inny rodzaj pracy. Mam do dyspozycji tylko głos, który muszę dopasować do ekspresji cudzego ciała, które widzę na ekranie.

Czy jednak dubbing może dawać aktorowi prawdziwą frajdę, skoro schowany jest za inną postacią?

- Jak najbardziej. Głos to naprawdę bardzo ważny środek wyrazu, daje duże pole do popisu.

Jest Pani niezwykle zapracowaną osobą łączącą teatr i film, dubbing. Gdzie realizuje się Pani bardziej. Na scenie czy przed kamerą?

- Bardzo lubię swoją pracę, realizuję  się w niej, bez względu na to, czy stoję przed kamerą, czy na scenie.

 

 

Na dodatek jeszcze Pani śpiewa. Jak to się zaczęło?

- Marzyła mi się rola w musicalu. Dyrektor Teatru Komedia, Tomasz Dutkiewicz, dał mi szansę i zagrałam w „Zorro” cygańską wróżkę Inez. Przez dwa miesiące intensywnie uczyłam się śpiewać pod okiem Moniki Malec. To było moje pierwsze przedsięwzięcie muzyczne na dużą skalę, od tego czasu coraz częściej zdarza mi się działać na tym polu.

Występuje Pani ostatnio w klubach z poetą Marcinem Świetlickim oraz Dariuszem Dudzińskim i Michałem Wandzilakiem. Projekt nazywa się Julia i Nieprzyjemni. Czy ten rodzaj ekspresji to jakieś Pani poszukiwania nowego wyrazu?

- Zespół nazywa się Najprzyjemniejsi, Julia i Nieprzyjemni to tak naprawdę moje gościnne występy u Najprzyjemniejszych. Gramy postnewshoegaze lub dream punk. Nie wiem, jaka idea przyświeca reszcie zespołu, mi przyświeca taka, że praca z nimi to zaszczyt i przyjemność. Nie poszukuję nowego wyrazu, ten rodzaj ekspresji mi po prostu odpowiada.

Świetlicki powiedział o Pani: „Julia jest cudownym potworem. Odważnym, pięknym i utalentowanym. To zwierzę sceniczne”. Od razu przystała Pani na ten pomysł?

- Oczywiście! Wbrew temu, co powiedział Marcin, marudzę, ale staram się to ograniczyć do minimum. Mam zadanie, no i nie ma czasu.

 

Współpraca z poetą, partner pisarz i scenarzysta. Obraca się Pani w świecie piszących. Czy dlatego Pani też zajęła się pisaniem scenariuszy i dialogów?

- Tak naprawdę moje wykształcenie bardziej przygotowało mnie do zajmowania się pisaniem, niż do grania – spora część zajęć na filologii germańskiej to literaturoznawstwo. Przeanalizowałam mnóstwo dzieł literatury niemieckiej, więc mam przynajmniej teoretyczne podstawy.

Skąd czerpie Pani pomysły? Czy to np. gotowe podsłuchane w życiu codziennym zdania, opowieści, historyjki, czy raczej wytwór Pani wyobraźni?

- Czasem inspiruję się historiami ze swojego życia, ale wątki powinny wynikać głównie z bohaterów, z ich charakteru, dlatego staram się tego nie nadużywać.

Czy do serialu „Singielka”, w której gra Pani jedną z głównych ról, też pisze Pani scenariusz?

- Jestem współautorką pierwszych pięciu odcinków „Singielki”.

I jeszcze ma Pani czas, by brać  udział w wielu akcjach charytatywnych. Ostatnio zachęca Pani do pomocy Akademii Przyszłości – m.in. do pomocy dzieciom w nauce.

- Zostałam zaproszona do roli ambasadorki, bardzo mnie to ucieszyło, ujęła mnie idea akcji. Pomagamy dzieciom uwierzyć w siebie, osiągać sukcesy. Moja rola polega między innymi na zachęcaniu do wolontariatu, dlatego zrobię to również teraz: wszystkich, którzy mają ochotę pomagać, poznać serdecznych, pełnych entuzjazmu ludzi i mieć poczucie zrobienia czegoś dobrego, zapraszam na stronę www.superw.pl.

Skąd u Pani ta potrzeba stałego pomagania?

- Pomagam z pobudek egoistycznych. Pomaganie daje mi szczęście, poczucie spełnienia.

 

Rozmawiała Joanna Pszon

 

 

 

NA SERIAL „SINGIELKA” ZAPRASZAMY OD PONIEDZIAŁKU DO PIĄTKU O GODZINIE 20.35 (CET – BERLIN, PARYŻ) DO ITVN.

Julia Kamińska

Polska aktorka młodego pokolenia. Swoją karierę rozpoczęła  grając w przedstawieniach szkolnego teatrzyku. Później zaczęła uczestniczyć w sztukach Teatru Edukacyjnego „Wybrzeżak w Gdańsku”. Pierwszy raz pojawiła się w telewizji za sprawą programu TVP "Królestwo Maciusia". W tym samym czasie zagrała w serialu "Pełną parą" u boku Krzysztofa Wakulińskiego razem ze swoim bratem - Christianem.

Jedną z ważniejszych ról w jej życiu okazała się rola Tosi w serialu na podstawie książki Katarzyny Grocholi pt. "Ja wam pokażę". Grała tam u boku m.in. Edyty Jungowskiej i Tomasza Sapryka.

Pierwsza główna rola w jej karierze to rola Uli Cieplak w serialu "BrzydUla", gdzie partnerował jej Filip Bobek. Rolę Brzyduli dostała za sprawą castingu, który trwał około trzech miesięcy, zanim zdecydowano, że to właśnie ona zostanie główną bohaterką serialu. Projekt pod koniec emisji cieszył się bardzo dużą widownią (momentami sięgała ponad 5 mln).

W 2009 r. była nominowana do nagrody Wiktory 2009 w kategorii największe odkrycie telewizyjne. Zaś w rok później została laureatką plebiscytu Telekamery 2010 w kategorii aktorka.

Julia zagrała też m.in. w serialu "Reguły gry", a także w filmach "Mniejsze zło" czy "Swing". Udziela głosu postaciom animowanym (Astrid z "Jak wytresować smoka", Rysia Krysia z bajki "Ryś i spółka" i Roszpunka z "Zaplątanych"), nagrywa audiobooki (seria "Hania Humorek", "Pod niemieckimi łóżkami"). Współpracuje z dwoma stołecznymi teatrami: Capitol i Teatrem Komedia. Prywatnie obroniła licencjat z germanistyki na uniwersytecie gdańskim.

Wystąpiła w sesji zdjęciowej dla magazynu „CKM”, a otrzymane honorarium przeznaczyła na cele charytatywne. Od tego roku jest scenarzystką serialu „Pierwsza miłość”.

 

Materiały TVN

FOTO TVN: HUBERT KOMERSKI, AGNIESZKA K JUREK