Urodzona żeby grać - wywiad z Magdaleną Schejbal

Magdalena Schejbal, wnuczka aktora Vladka Sheybala, który w Wielkiej Brytanii i USA, zagrał w kilkunastu filmach m.in. w filmie o przygodach agenta 007 Jamesa Bonda, a w Polsce w filmie Andrzeja Wajdy „Kanał”, córka wrocławskiej aktorskiej pary: Grażyny Krukówny i Jerzego Schejbala, od dziecka była „skazana na aktorstwo”. Telewizyjni widzowie pokochali filigranowa blondynkę za rolę policjantki Basi w hitowym serialu TVN - „Kryminalnych”.

.

W tym sezonie możemy oglądać Magdę Schejbal w nowym serialu „Mąż czy nie mąż” w który wciela się w rolę Marty. Partneruje jej Marcin Perchuć. To zabawna, ale niebanalna, ciepła opowieść o tym , jak pokonać tzw. kryzys w związku. Marta i Michał tworzyli kiedyś szczęśliwą rodzinę. Razem mieszkali, pracowali i wychowywali córkę. Formalności nie miały dla nich znaczenia, dlatego nie zdecydowali się na małżeństwo. Pewnego dnia Michał odszedł do innej kobiety. Teraz zrozumiał, że popełnił wielki błąd, dlatego zrobi wszystko, by odzyskać ukochaną i wrócić na łono rodziny. A to nie będzie takie proste...

 

Aleksandra Czernecka.: Ile miała Pani lat, kiedy popatrzyła Pani po raz pierwszy w oko telewizyjnej kamery?

Magdalena Schejbal: Jako dwunastolatka przekroczyłam próg studia telewizyjnego.

 

 

A.Cz.: To było „Truskawkowe studio”, program dla dzieci z udziałem dzieci.

M. Sch.: Tak. Do programu zaprosił mnie fantastyczny aktor, Paweł Królikowski. To on z grupą wrocławskich  twórców telewizyjnych, studentów PWST i przyjaciół kreował ten projekt. Pisał scenariusze, teksty piosenek, reżyserował. Wulkan! Zawsze byłam pełna podziwu dla jego zaangażowania.

 

 

A.Cz. W latach dziewięćdziesiątych telewizja wyglądała zupełnie inaczej niż teraz.

M. Sch.: Nie ma porównania. W ekipie byli ludzie razem pracujący od wielu lat - „stare telewizyjne wygi”. Tłumy na długich korytarzach w budynku TVP przy Karkonoskiej we Wrocławiu. Wieczny zgiełk i pośpiech. A w studio wielkie, ciężkie kamery  śmiech). Na czas kręcenia „Truskawkowego studia” byliśmy zwalniani ze szkoły, ale musieliśmy pilnować, żeby praca w telewizji nie kolidowała z nauką. Bardzo szybko zrozumiałam czym jest samodzielność i odpowiedzialność.

A.Cz.: Jak szkolni koledzy reagowali na „telewizyjną gwiazdę?

M. Sch.:Było dużo miłych słów. Pamiętam niezwykłą wyrozumiałość dla ”pracującej uczennicy”. Ale było też dużo zawiści i nieprzyjemnych komentarzy. Sfrustrowane dzieciaki wyzywały mnie na korytarzach szkolnych.

A.Cz.: Aż tak?

M. Sch.: Pod tym względem chyba nic się w międzyludzkich relacjach nie zmieniło. Z tą różnicą, że teraz mamy jeszcze internet...

A.Cz. Czyli pouczający życiowy prolog.

M.Sch.: Tak…„Truskawkowe Studio” to była cudowna, mądra przygoda w towarzystwie fantastycznych ludzi. Uwielbiam ją wspominać. Kiedy odchodziłam z programu byłam odważniejsza, bardziej pewna siebie. Gotowa na „licealne potyczki” (śmiech).

A.Cz.:Jako dwudziestolatka zagrała Pani w filmie Przemysława Wojcieszka „Głośniej od bomb” rolę zbuntowanej nastolatki i „zgarnęła” Pani nagrodę za debiut na Festiwalu Polskich Filmów w Gdyni. Mocne wejście. Okazało się, że aktorstwo, to jednak Pani przeznaczenie?

M.Sch.: Chyba dopiero udział w tym filmie uświadomił mi, że prawdopodobnie bycie aktorką jest mi przeznaczone. Że się od tego zawodu już nie uwolnię. Wcześniej szukałam siebie, swojego miejsca w życiu. Nie byłam pewna tego kim jestem i co mogłabym robić. Tamte dni spędzone na planie filmowym, rozmowy z aktorami i z reżyserem, pomogły mi podjąć decyzję o zmianie studiów. Odważniej spojrzałam na siebie i swoje wybory… Dziś wiem, że to była słuszna decyzja.

A.Cz.: Czy Pani rodzice, doskonali aktorzy, krytykują, doradzają? Czy raczej unikają rozmów na temat Pani pracy?

Zdarzała się krytyka i rady, ale tylko na moją prośbę. Nie wyobrażam sobie moich rodziców mówiących mi do ucha, jak mam postępować w sprawach zawodowych. Zawsze bardzo mi kibicują, oglądają moje role, komentują, czasem nawet wzruszają się i wtedy nie krępują się mi o tym powiedzieć. To mnie cieszy i w zupełności mi wystarcza. Oczywiście zdarzają im się  „wycieczki” w moje życie prywatne. Ale na to „nie ma mocnych”. Tak to już jest z rodzicami. (śmiech) Przecież do końca życia będziemy dla nich tylko, i aż - ich dziećmi.

A.Cz.: W teatrze partnerowała Pani Danielowi Olbrychskiemu w „Królu Learze”. Jest Pani w znakomitym zespole teatru Ateneum. Obserwuje Pani na co dzień swoich kolegów m.in. Teresę Budzisz-Krzyżanowską, Agatę Kuleszę, Marcina Dorocińskiego. Bez jakich cech charakteru nie można uprawiać tego zawodu i dlaczego?

M.Sch.: Każdy z aktorów ma swoje sposoby na radzenie sobie z trudami i radościami tego zawodu .Wśród aktorów można spotkać i cudownych ludzi i kanalie. Bujających w obłokach wrażliwców i pragmatyków. Tych, którzy lubią ludzi, i typowych egocentryków. To banalne co powiem, ale w tym zawodzie liczy się talent i odrobina szczęścia. Reszta jest jedną wielką niewiadomą. A ja, z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że mam  miękkie serce i twardy tyłek. Myślę że bez tego byłoby mi trudno radzić sobie z codziennością. No i robię swoje.

A.Cz.: Czy uważa się Pani za aktorkę intuicyjną czy potrzebuje Pani do budowania roli studiów, analiz?

M. Sch.: Wszystko zależy od roli, od reżysera od scenariusza. Myślę, że warsztat w pracy aktora i doświadczenie  w różnych dziedzinach tej profesji są nie do przecenienia. Talent talentem, ale ”bez pracy nie ma kołaczy”.

 

A.Cz.: W serialu „Mąż czy nie mąż” gra Pani rolę Marty, kobiety zdradzonej i po długich latach szczęśliwego związku, porzuconej przez partnera. Marta waha się czy ma ponownie związać się z Michałem. Czy „wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki”? Jak w tej postaci rozkładają się proporcje pomiędzy poczuciem odpowiedzialności za córkę, związek, a uczuciem zranienia, miłosnego zawodu?

M.Sch.: Wszystkie decyzje Marty podejmowane są w bardzo specyficznych warunkach. Sytuacja w jakiej znalazła się bohaterka jest nie do pozazdroszczenia. Sytuacja finansowa dramatyczna, facet uciekł i wraca, jak gdyby nigdy nic, córka dorasta w zatrważającym tempie. Nic nie jest na swoim miejscu. Rzeczywistość w rozsypce. To powoduje, że Marta godzi się, by Michał zamieszkał na piętrze domu.

A.Cz.: Czyli nie chce by był z nią w domu tylko obok ?

M. Sch.: Właśnie. Z jednej strony Marta racjonalizuje swoją decyzję: odpowiedzialność za córkę, dom i firmę, z drugiej zaś uczucie i zawód jaki ją spotkał, ciągle w niej tkwią. Jej rozterki dopiero będą wychodzić w dalszych odcinkach tej historii, ale tego już nie mogę zdradzić.

A.Cz.: Ta rola, to właściwie etiuda na temat wybaczenia.

M. Sch.: O wybaczania faktycznie jest tu sporo. Marta na pewno jeszcze nie wybaczyła Michałowi. Sytuacja jest bardzo trudna. Marcie nie będzie łatwo dobrze ją zakończyć.

A.Cz.: Uwiarygodnienie psychologiczne postaci wiele w tej roli znaczy.

M. Sch.: Tak, psychologiczne półcienie są bardzo ważne. Cały czas staram się w możliwie najlepszy sposób przekazać wszystkie rozterki Marty, wahania jej duszy. I na szczęście mogę to rozbić z przymrużeniem oka, bo ciepłe, delikatne poczucie humoru też kształtuje tę postać.

A.Cz.: Czy w życiu jest Pani skłonna innym dawać tzw. drugą szansę? Czy są sytuacje, które ją wykluczają?

M.Sch.: Wybaczam, ale nie zapominam. Jestem bardzo pamiętliwa. Wszystko jest kwestią rozmowy, ciężaru sytuacji i czasu.

A.Cz.: Marta jest melancholijna, choć nie pozbawiona temperamentu i poczucia humoru. Czy w Pani pejzażu wewnętrznym melancholia też się pojawia?

M.Sch.: Melancholia jest moją „siostrą”. Czasem mi z nią dobrze a czasem mam jej serdecznie dosyć. W każdym razie nie sposób się jej pozbyć, bo jest częścią mnie. Już się „jej” nauczyłam i chyba też z  „nią” pogodziłam.

A.Cz.: Reżyser serialu Paweł Maślona jest debiutantem. Operator Cezary Stolecki - też. Jak Pani, „telewizyjna wyga” zniosła ten „nieopierzony” duet? Co Panią zaskoczyło w pracy na planie?

M. Sch.: Właściwie nie zaskoczyło mnie nic. Przed rozpoczęciem pracy na planie mieliśmy tak zwane „próby stolikowe”. Wszystko sobie obgadaliśmy, „przepróbowaliśmy" i praca na planie była już tylko czystą przyjemnością. Panowie podeszli do pracy bardzo profesjonalnie. Byli przygotowani, wiedzieli czego chcą, czego oczekują od aktorów i ekipy. To zaszczyt pracować z takimi ludźmi.

A.Cz.:W czym upatruje Pani wyjątkowości tego serialu?

M. Sch.:Według mnie tempo narracji jest rzadko spotykane w naszych produkcjach telewizyjnych. Tutaj jest dużo spokojniej, dzięki czemu każdy jest w stanie przeżyć opowiadaną sytuację razem z postaciami tej historii. Mamy wyjątkową możliwość pokazywania emocji i rozterek każdego z bohaterów. Wielkim atutem jest też pomysł Pawła Maślony na tę historię.

A.Cz.: Kiedy gra w serialu sprawia Pani przyjemność, a kiedy to dla Pani, jedynie zawodowe zadanie?

M. Sch.:Staram się, żeby moja praca zawsze była i przyjemnością i zawodowym wyzwaniem. Za każdym razem, to nowa przygoda. Staram się tak kierować swoim życiem zawodowym, żeby nie żałować i nie cierpieć w pracy. Kiedy praca staje się przykrym obowiązkiem… wtedy pora „zwijać żagle.”

A.Cz.: Dziękuję za rozmowę.


NA SERIAL „MĄŻ CZY NIE MĄŻ” ZAPRASZAMY W NIEDZIELĘ O GODZINIE 22.05 (CET – BERLIN, PARYŻ) DO ITVN.

 

 

 

Magdalena Ewa Schejbal (ur. 7 lutego 1980 we Wrocławiu) – polska aktorka filmowa i teatralna. Od czwartej klasy szkoły podstawowej współpracowała przy programie Truskawkowe studio, gdzie występowała przez siedem lat. Zdecydowała się studiować socjologię, z której zrezygnowała na rzecz aktorstwa. Pracę w filmie rozpoczęła od roli Jagody w Głośniej od bomb Przemysława Wojcieszka. Rok później w filmie Superprodukcja zagrała jedną z głównych ról. Gościnnie pojawiła się w serialu Kasia i Tomek i zagrała epizod w Fali zbrodni. Popularność przyniosła jej rola podkomisarz Basi Storosz w serialu Kryminalni. W teatrze zadebiutowała w 2003, wystąpiła w adaptacji powieści Doroty Masłowskiej Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną, którą wystawił Teatr Wybrzeże. W 2006 wystąpiła w stołecznym Teatrze na Woli w sztuce Król Lear, w którym zagrała Kordelię, córkę Leara, granego przez Daniela Olbrychskiego.

 

 

 

W 2008 została aktorką Teatru Ateneum im. Stefana Jaracza. W 2010 stacja Polsat rozpoczęła emisję serialu Szpilki na Giewoncie, w którym Magdalena Schejbal zagrała główną rolę. Za tą rolę aktorka otrzymała nominację do nagrody Telekamery 2011 w kategorii Aktorka. W 2010 otrzymała Nagrodę aktorską na Festiwalu Dwa Teatry w Sopocie za rolę w spektaklu W roli Boga.

 

MATERIAŁ ITVN

fot. TVN