BLAJER DLA LUDZI – Wywiad z Pawłem Blajerem

Jak stworzyć ciekawy program o skomplikowanych, biznesowych tematach i stale zmieniających się przepisach prawnych? Paweł Blajer pomaga widzom ITVN Extra oraz TVN24 Biznes i Świat zrozumieć urzędniczy żargon. Aby zobrazować problematykę odcinka, w studiu „Biznesu dla ludzi” jeździ na rowerze, sięga po gitarę, mopa, kalosze czy piłę mechaniczną. Skąd czerpie pomysły na tego typu audycje? Kto jest oznaczony w jego telefonie jako VIP? Czym jeszcze oprócz dziennikarstwa zajmuje się na co dzień i jak wypoczywa? Ekonomista i prawnik od lat związany z mediami opowiada o szczegółach swojej pracy.

.

 

Tytuł Twojego programu nie jest przypadkowy. Czy to prawda, że masz napisane nad biurkiem: „rób program dla ludzi”?

Tak, „program nie jest dla mnie, tylko dla moich widzów”. Oprócz tej zasady jest jeszcze m.in.: „zajmuj się wyłącznie praktycznymi tematami”, „zachowuj się jak doradca”, „kiedy widz pisze, zawsze reaguj”.

 

 

To oznacza, że odpisujesz na wszystkie maile?

Niestety czas mi na to nie pozwala, ale wszystkie czytam. Kiedy ze zgłoszeń widzów wynika, że jakieś zagadnienie ich szczególnie interesuje, bo np. zmieniło się prawo, to prezentuję je na antenie.

Jakie jeszcze masz sposoby na wyszukiwanie nowych tematów do „Biznesu dla ludzi”?

Korzystam z trzech źródeł. Przede wszystkim z kontaktu24. W telefonie mam specjalną zakładkę na wiadomości od widzów – ma gwiazdkę i nazywa się VIP. Drugim źródłem są napotkane osoby, które pytają mnie o zagadnienia biznesowe, a trzecim – moje zainteresowania. Skończyłem ekonomię, jestem prawnikiem i piszę pracę doktorską. Tak na marginesie, jej temat pochodzi od pytania nadesłanego anonimowo przez jednego z widzów.

Zanim jednak Twoja poczta elektroniczna zaczęła pękać w szwach i zanim zająłeś się dziennikarstwem, pracowałeś m.in. w hipermarkecie. Czego nauczyło Cię tamto doświadczenie?

Dorabiałem tak przed pierwszym rokiem studiów i w wakacje po jego ukończeniu. Nauczyło mnie to przede wszystkim tego, że w każdej pracy trzeba się starać. Trafiłem do działu, gdzie wykładałem na półki ocet i tam mogłem zostać, ale aktywizowałem się, chciałem robić coś więcej i przeniesiono mnie do działu kas. Na nowym stanowisku zaobserwowałem, że w bardzo mechaniczny sposób podchodzi się do obsługi klienta. Ta strategia zupełnie się nie sprawdzała. Przekonałem się, że klient potrzebuje zainteresowania i sympatii ze strony sprzedawcy. Na szczęście to się zmieniło i taśma przy kasie nie jest dziś już „taśmą produkcyjną”.

Stąd też Twoje ludzkie podejście do złożonych kwestii prawnych i finansowych?

Od lat mam taką samą motywację do robienia programu. Moi rodzice mieli i nadal mają prosty biznes – sklep na podkarpackiej wsi. Ich doświadczenia pokazały mi, jak trudno jest prowadzić działalność ze względu na podatki czy ogrom urzędniczego nadzoru. To sprawiło, że postanowiłem mocniej zainteresować się biznesem. A ponieważ nie da się przebić muru biurokracji, pomyślałem, że będę pokazywał różne możliwości pozwalające przejść przez te wszystkie procedury w prostszy sposób. Choć trzeba przyznać, że polska administracja intensywnie pracuje nad tym, by przedsiębiorcom było łatwiej. Urzędnicy starają się przyjaźnie podejść do petentów, ale często problem nie leży wyłącznie w administracji, a w przepisach.

 

 

Dlaczego zdecydowałeś się doradzać innym akurat poprzez media?


Bo dzięki mediom moje wskazówki docierają do największej grupy osób. Moim zdaniem wszystkie kwestie związane z prowadzeniem działalności, finansami, rozliczeniami czy założeniem firmy są trudne, a obrazowe przybliżenie sytuacji najlepiej trafia do odbiorców.

 

Od początku wiązałeś przyszłość z dziennikarstwem?

Wiedziałem, że chcę się zajmować sprawami przedsiębiorców, a praca w mediach pojawiła się zupełnie przypadkowo. Napisałem porównanie kont osobistych różnych banków oraz kluczowych operacji z nimi związanych. Dla mnie było to bardzo proste, ale ku mojemu zdziwieniu ten artykuł został bardzo dobrze przyjęty. Zacząłem więc zajmować się tego typu dziennikarstwem.

 

 

 

I trafiłeś do prasy…


Pracowałem w „Rzeczpospolitej” u pani Bożeny Żuławnik, która odpowiadała za dodatek, w którym publikowano materiały dotyczące wyłącznie praktycznych tematów związanych z finansami osobistymi. Ona nauczyła mnie tego, że kiedy oddaję artykuł do korektora, a ten go nie rozumie, to znaczy, że tekst jest źle napisany. Nawet jakbym był najwybitniejszym dziennikarzem na świecie i uważał się za najmądrzejszego, to nie mam prawa przed taką uwagą nie uklęknąć pokornie. Wyciągnąłem też wniosek, że wiele osób ma podobne problemy ze zrozumieniem zagadnień biznesowych.

Potem przyszła kolej na telewizję. Jak wspominasz swój debiut przed kamerą?

Na początku bardzo się stresowałem, mimo że miałem program ułożony dokładnie według takiego schematu, jak sobie wymyśliłem. Coś mnie paraliżowało, ale po kilku dniach dostałem olśnienia. Zacząłem się zastanawiać, po co mam patrzeć w kamerę i się jej bać, skoro nie robię programu dla ładnego obrazka w telewizji, a żeby ten, kto go ogląda miał z tego korzyści. Spersonalizowałem sobie widza i postawiłem się w pozycji osoby, która po prostu ma mu coś wytłumaczyć. Nadal więc nie wiem, jak fachowo składać ręce, kiedy podnieść brew czy się uśmiechnąć do kamery. Zachowuję się tak, jakbym z kimś rozmawiał, dlatego między mną prywatnie a na wizji nie ma żadnej różnicy.

Co jeszcze wyróżnia „Biznes dla ludzi”?

Jako pierwsi zaczęliśmy podawać w telewizji dane, ilu ludzi konkretnie założyło i zamknęło biznes w Polsce. Te konkretne liczby, które dostaję codziennie, działają motywująco tak na widzów myślących o własnym interesie, jak i na mnie. Bilans dodatni sprawia, że mam lepszy dzień, a pod koniec miesiąca, kiedy wszyscy są zadowoleni, bo dostają pensje, Blajer chodzi nieszczęśliwy, bo więcej osób zawiesiło działalność firm niż je uruchomiło.

Jak wygląda praca nad Twoim programem?

Najważniejszą osobą w naszym trzyosobowym zespole jest producent, który pełni również rolę wydawcy. On proponuje mi tematy, porządkuje te już istniejące i stopuje moją aktywność, kiedy ja chcę mówić w jednym odcinku o dwudziestu różnych rzeczach. Natomiast redaktor pomaga mi zrealizować różne kwestie techniczne. Kiedy sporządzimy już listę zagadnień, dyskutujemy, w jaki sposób je pokazać, czy gdzieś się udać, kogoś nagrać, czy stworzyć diagram, a może przynieść do studia jakieś dokumenty i formularze, by pokazać, jak je wyplenić. Robimy tych tematów tak dużo i w takim tempie, że idzie nam to bardzo sprawnie. Wiem już, do jakiego gościa zadzwonić i mam swoich sprawdzonych specjalistów. Jeśli trzeba byłoby zrealizować jakiś temat „na szybko”, bez wywiadów i plenerów, myślę, że bylibyśmy w stanie zrobić go nawet w dwie godziny.

Prowadzenie programu telewizyjnego nie jest Twoim jedynym zajęciem. Uczysz też kolejne pokolenia, wykładając na uczelni. Czy umiejętności zdobyte na antenie pomagają w pracy ze studentami?

W „Biznesie dla ludzi” tłumaczę podobnie jak na uczelni, wykorzystując bim czy grafikę. I tu, i tu staram się do wszystkiego podchodzić bardzo praktycznie. Nie sprawia mi frajdy, że ktoś przeanalizował w grubym tomie dane zagadnienie. Zakładam, że student, który się u mnie uczy, musi prawo i ekonomię – przede wszystkim – rozumieć. Prowadzę przedmioty z dwóch nauk, które uważam, że trzeba w praktyce łączyć. Uczę przepisów kodeksu cywilnego oraz o przygotowaniu modelu biznesu.

Jesteś surowy dla młodzieży?

Zupełnie nie, jestem wyjątkowo łagodny. Wszyscy zaliczyli u mnie ubiegły semestr, a w sesji poprawkowej spotkam tylko tych, którzy nie podeszli do sprawdzianu w pierwszym terminie.

Myślisz, że studenci śledzą „Biznes dla ludzi” w ramach powtórki przed egzaminami?

Mam nadzieję, że niektórzy oglądają, bo w telewizji pojawiają się kazusy, które wykorzystuję też na zajęciach. Ci bardziej sprytni sprawdzają tematy z kilku odcinków wstecz, żeby być na bieżąco. Jednak absolutnie nie wymagam tego, żeby oglądać program. I oczywiście nie gwarantuje to zdania egzaminu.

Masz dwie różne prace i otwarte przewody doktorskie w dwóch dziedzinach. Skąd ta determinacja i tyle pomysłów na siebie?

Dla mnie wszystko, co robię, naturalnie się ze sobą wiąże. W pracy staram się pomagać innym, a problemy widzów sprawiły, że dostrzegłem generację młodych ludzi, która wymaga lepszego przygotowania do prowadzenia działalności gospodarczej. Stąd pomysł na pracę dydaktyczną. Mam otwarty przewód na wydziale ekonomii, ale to doktorat z prawa obronię pierwszy, bo tak zaintrygowało mnie pytanie od widza dotyczące dziedziczenia przedsiębiorstwa, że już kończę pracę nad rozprawą. Jedno moje zajęcie zawsze wynika z drugiego.

Jesteś też aktywny w mediach społecznościowych. Jak znajdujesz na to czas?

Nie mogę powiedzieć, że po godzinach, bo cały czas jestem w pracy. Nie wyobrażam sobie robić przerwy tylko dlatego, że wybiła godzina 16. Stale śledzę aktualne wydarzenia, oglądam TVN24 i programy interwencyjne TTV. Swoją aktywność w sieci wiążę z tematami, które realizuję w „Biznesie dla ludzi”. To ważny kanał komunikacji, więc sprawdzam wiadomości i publikuję między innymi zajęciami w ciągu dnia.

W programie i w internetowych postach przebija się Twoje poczucie humoru. Lubisz brać rzeczywistość na wesoło?

Czasem chyba za bardzo żartuję z różnych rzeczy, np. z miłości i małżeństwa, kiedy omawiamy tematykę rozwodu czy podziału majątku. To pomaga zwizualizować rzeczywistość i związany z nią problem. Nie mam napisane w scenariuszu „teraz żart” albo „opowiedz śmieszną historię”. To wszystko wychodzi spontanicznie. Prywatnie też często ironizuję, bo nie można stawiać wszystkiego na panteonie, a ludzie są tylko ludźmi.

Studenci mają aż trzy miesiące wakacji, co oznacza, że i Ty latem masz nieco więcej czasu. Jak go wykorzystujesz?

Urlop spędziłem na Cyprze – w miejscu, które pewnie moim widzom kojarzy się z kolebką raju podatkowego (śmiech). Ale ja chciałem tam odpocząć, przeczytać kilka zaległych książek i skończyć pracę doktorską.

 

 

Brzmi jak wyzwania zawodowe, a nie urlop… Masz jakieś ulubione miejsca do wypoczynku w Polsce?

Bardzo lubię Krynicę Górską, gdzie odbywa się Forum Ekonomiczne ustawiające mnie intelektualnie na kilka tygodni, a nawet miesięcy.

To nadal wydarzenie związane z Twoim zawodem, nie wypoczynkiem. A może w wolnej chwili odwiedzasz rodzinne Podkarpacie?

Staram się tak często jak mogę, choć rodzice narzekają, że dawno mnie nie było. Ostatnio pojechałem tam na jubileusz Ekonomika – liceum, dzięki któremu jako laureat olimpiady ekonomicznej mogłem w łatwiejszy sposób dostać się na studia. Kiedy jestem w tamtych stronach, staram się odwiedzać nie tylko rodzinę, ale też nauczycieli. Ubolewam, że region, z którego pochodzę, bardzo słabo rozwija się pod względem gospodarczym.

 

 

 

 

Wygląda na to, że Ty zawsze analizujesz świat biznesowo, szukasz rozwiązań i tematów na kolejne odcinki. Któryś z internautów zażartował, że Blajer musi być zmartwiony, kiedy ma urlop. To prawda?

Przez większość lat mojej pracy rzeczywiście w ogóle nie brałem dni wolnych, ale lubię wypoczywać, tyle że aktywnie. Nie wyobrażam sobie siebie na leżaczku pod parasolem, tylko staram się na tym urlopie robić coś dla siebie. Co ciekawe, oderwanie od bieżących kwestii sprawia, że do głowy przychodzą nowe, jeszcze ciekawsze pomysły. Jak to mówią: urlop nie jest konsumpcją, a inwestycją. Po powrocie z wypoczynku widzi się tego owoce.

Co jeszcze robisz, żeby się oderwać i zmienić perspektywę?

Odpoczywam, męcząc się, czyli jeżdżę na rowerze i pływam. Godzina na basenie sprawia, że zupełnie inaczej podchodzę do wielu spraw. Poza tym uwielbiam czytać i mam zboczenie na punkcie książek prawniczych, których kupuję tyle, że niedługo ogłoszę upadłość konsumencką. Oglądam też seriale prawnicze i te z zacięciem biznesowym. „Prawo Agaty” pokazuje tak dobry wzór prawnika, że fragmenty tego serialu można by wykorzystać jako kazusy dla studentów.

Myślisz, że seriale mogą przemycić kwestie prawne i biznesowe do szerszej grupy odbiorców?

W sklepie moich rodziców nieraz słyszałem dyskusje na temat wydarzeń z serialu „Na Wspólnej”. Gdyby tak wpleść wątki biznesowe do scenariuszy i gdyby ludzie dyskutowali na temat tego, że jakaś bohaterka założyła firmę czy kontynuuje swoją pracę, ale w ramach własnej działalności gospodarczej… – to byłoby piękne! Z chęcią pracowałbym przy czymś takim za darmo.

Masz jeszcze jakieś zawodowe marzenia?

Tak! Chciałbym robić program – przynajmniej częściowo – za granicą, pokazywać uwarunkowania lokalne w danych krajach, bo świat jest ciekawy nie tylko dla podróżników, ale i dla przedsiębiorców.

Gdzie widzisz siebie za 5-10 lat?

Myślę, że to wyjdzie samo, nie powinienem niczego planować, tylko dalej robić to, co robię. Można budować skomplikowane schematy działania, ale najlepiej jest po prostu zaufać sobie i kierować się intuicją. Inglot czy dr Irena Eris osiągnęli wielkie sukcesy, kierując się wyłącznie tą zasadą. Serce i rozum podpowiedziało mi m.in., żeby po studiach ekonomicznych iść jeszcze na prawnicze, bo czułem, że za mało rozumiem otaczającą mnie rzeczywistość. Z kolei na prawie spotkałem bardzo doświadczoną panią sędzię, która spowodowała u mnie miłość do prawa cywilnego, prezentując kazusy z życia codziennego. Te praktyczne przykłady pozwoliły mi zrozumieć, że to wszystko jest przecież dla ludzi.

Dziękuję za rozmowę.


NA MAGAZYN „BIZNES DLA LUDZI” ZAPRASZAMY OD PONIEDZIAŁKU DO PIĄTKU O GODZ. 18.55 (CET – BERLIN) DO ITVN EXTRA.

Paweł Blajer – prawnik, ekonomista i wykładowca. Dziennikarz „Rzeczpospolitej” od 2003 roku, cztery lata później związał się z telewizją TVN. Obecnie prowadzi „Biznes dla ludzi” w TVN24 Biznes i Świat. Pasjonat prawa cywilnego i krzewiciel przedsiębiorczości.

 

Rozmawiała Iga Majewska (ITVN)

FOTO TVN Piotr Mizerski