Piotr Rubik - wywiad - NIE BÓJMY SIĘ ŚPIEWAĆ

Cieszę się, że przy okazji spełniania swoich marzeń mogę dać szansę innym. Bardzo często jest tak, że po programie telewizyjnym, w którym biorę udział, zapraszam niektóre osoby do wspólnego śpiewania. W ten sposób otwieram im drogę do dalszej kariery – mówi Piotr Rubik, kompozytor, juror w programie „Aplauz, Aplauz!”.

.

 

Joanna Pszon: Czy Polacy są rozśpiewani?

Piotr Rubik: - Bardzo rozśpiewani. Każdy oczywiście śpiewa coś innego, zależnie od nastroju, okazji czy „stopnia spożycia”, ale lubimy muzykę i lubimy śpiewać. Między innymi dzięki takim programom jak „Aplauz, Aplauz!” śpiewamy coraz częściej i coraz częściej się z tym ujawniamy.

Dlaczego program telewizyjny może na to wpływać?

- Ponieważ takie programy pokazują, że tak naprawdę nie ma sensu wstydzić się swego śpiewania. Jeśli coś nam w duszy gra, trzeba to pokazać, trzeba wyjść z tym do ludzi, nie chować tylko dla siebie. Oczywiście może się okazać, że nie mamy talentu, ale może się także zdarzyć, że ten talent zostanie odkryty. Wówczas, nawet jeśli nie zrobimy wielkiej kariery, będziemy mieli tę satysfakcję, że przynajmniej spróbowaliśmy. Że dokonaliśmy kolejnej rzeczy w życiu, pokonaliśmy jakąś barierę. To jest bardzo ważne, żeby próbować spełniać swoje marzenia.

A ten program właśnie te marzenia spełnia i to u wielu osób. Widzę, jak z odcinka na odcinek duety stworzone przez dziecko i któregoś z rodziców (opiekunów) pięknie się otwierają, rozwijają. Dzieci zresztą od samego początku są odważne, idą do przodu, natomiast niektóre mamy czy niektórzy tatusiowie dopiero w trakcie programu przeistaczają się w tytanów sceny. Wtedy wiem, że oni naprawdę spełnili tu jakieś skryte marzenie.

To korzyści dla uczestników, a jakie płyną dla widzów?

- Chociażby takie, że nasze dzieci widzą, że warto się uczyć grać na instrumentach, że warto uczyć się śpiewać. To jest młodym ludziom bardzo potrzebne. Obserwuję to w swoim przedszkolu muzycznym. Muzyka motywuje do tego, żeby się rozwijać, żeby próbować łamać w sobie bariery.

Dzięki takim programom zaczynamy też więcej śpiewać i coraz więcej osób się do takich programów garnie.

Dużo osób było na castingach?

- Naprawdę dużo, bo dużo osób ogląda różne programy, w których uczestnicy śpiewają, a to przekłada się na liczbę chętnych do udziału w tych programach. Chcemy śpiewać, a co więcej: w narodzie utworzyło się tak zwane parcie na szkło. Więc chętnych nie brakuje. Bardzo się z tego cieszę, bo zawsze śpiewanie czy staranie się o występ w jakimś programie jest lepsze niż podążanie za czymś, co niesie negatywne emocje lub zachowania.

Ten program też edukuje muzycznie?

- Naturalnie. Choćby sam repertuar już poszerza horyzonty.

Wspomniał Pan o swoim przedszkolu muzycznym. Jaki w nim oferuje Pan dzieciom repertuar?

- Bardzo różny. Od muzyki klasycznej przez jazz do muzyki popowej, ponieważ otwieramy maluchom oczy na przeróżne gatunki muzyczne. Musi to być jednak zawsze na wysokim poziomie. Zero fałszu. Zero tolerancji dla słabego wykonania. Staramy się  też, żeby nasze koncerty szkolne były na wysokim poziomie. Każda nasza nauczycielka świetnie gra na fortepianie, bardzo dobrze śpiewa, prowadzi ciekawe zajęcia muzyczne. Co więcej: dzieciaki same piszą utwory. Pod koniec roku wydajemy zeszyty muzyczne, gdzie zamieszczamy ich twórczość. To nie musi być od razu Mozart, ale one zawsze coś ciekawego wymyślą. To jest i dla nich, i dla nas duża satysfakcja.

To tylko dla utalentowanych, a co z resztą?

- Nic z tych rzeczy. Ofertę kierujemy do wszystkich dzieci. Nie jest tak, że selekcjonujemy je na uzdolnione muzycznie i nieuzdolnione, a potem przyjmujemy tylko te pierwsze. Przyjmujemy każde dziecko, ponieważ uważamy, że każde dziecko ma talent. Czy będzie ono w przyszłości muzykiem, czy będzie śpiewać, czy będzie lekarzem, inżynierem, czy prawnikiem zawsze mu się odrobina edukacji muzycznej przyda.

Do czego?

- Żeby poszerzyć światopogląd, pobudzić wrażliwość, żeby poznać świat, spojrzeć inaczej na życie.

Edukacja muzyczna w zwykłych szkołach i przedszkolach jest dość mocno okrojona, a dzieci czasem na występach śpiewają z podkładem niczym z playbacku.

- Nawet jak nie wygląda to za dobrze, nie winiłbym za to tak bardzo szkół czy przedszkoli.  To się bierze z braku możliwości. Nie każdy ma fundusze na zatrudnianie wykwalifikowanej kadry, nie każdy mą taką osobę u siebie. Warto wtedy, by rodzice i dzieci szukali czegoś poza szkołą – chórów, ognisk muzycznych.

Ze śpiewaniem jest też o tyle prosta sprawa, że głos nie wymaga tak wielu inwestycji, takiego nakładu finansowego, bo nie trzeba kupować np. instrumentów. Rzecz rozbija się jedynie o to, czy ma się ten głos i słuch, czy nie. Jeśli się ma, to prędzej czy później człowiek utalentowany zostanie zauważony. Ważne tylko, żeby dał sobie szansę i pokazywał się. Trzeba robić nagrania, wrzucać je na YouTube’a, a prędzej czy później - jeśli ktoś jest dobry - ktoś to wyłapie, zauważy.

To misja programu „Aplauz, Aplauz!”, wyłapać tych najlepszych?

- Nie traktuję tego jako misję, ale cieszę się, że przy okazji spełniania swoich marzeń mogę dać szansę innym. Bardzo często jest tak, że po programie telewizyjnym, w którym biorę udział, zapraszam niektóre osoby do wspólnego śpiewania. W ten sposób otwieram im drogę do dalszej kariery. Tak było np. po programie TVN „Mali giganci”. Oliwia Wieczorek  z mojej drużyny już na stałe ze mną występuje podczas różnych koncertów. Wierzę, że za rok pojedziemy z „Gigantami” na większą trasę. W tej chwili dołączyli do niej inni. Praktycznie z całą „Kliką Rubika” od czasu do czasu koncertujemy.

Dlatego bardzo się cieszę, że nie jestem tylko jurorem albo trenerem, który zrobił swoje i odszedł, ale tym, który dał również radość poza programem, bo umożliwił komuś lepszy start.

Bardziej zatem w programie przygląda się Pan dorosłym czy dzieciom?

- Różnie, ponieważ czasami to się zmienia podczas programu. Jak wspomniałem, część  rodziców była na początku nieco wycofana, ale z programu na program zaczynają stawać się coraz bardziej aktywni. Gdy widzę, jak się otwiera tata , który był wyciszony, albo gdy nagle te mamy i tatusiowie zaczynają przewyższać dzieci energią i zaangażowaniem, (a i nawet głosem, bo niektóre mamy czy tatusiowie śpiewają naprawdę fantastycznie), to serce mi rośnie. Nie ma więc reguły, każdy duet jest inny.

Program pokazuje rodzinę, jacy w niej jesteśmy, jak wyglądają relacje.

- Właściwie cały ten program jest przede wszystkim o relacjach rodzinnych. Piosenki są jedynie sposobem na wyrażenie emocji. Liczy się miłość, liczy się historia, którą te rodziny przeżyły lub wciąż przeżywają, często zresztą niełatwa. To w połączeniu z dobrze dobraną piosenką sprawia, że często mamy łzy w oczach. Wykonanie bywa tak wzruszające, tak prawdziwe, że nie można być obojętnym. To nie jest jakaś telewizyjna kreacja, tylko prawda o tych ludziach.

Więc nie o samą rozrywkę tu chodzi?

- To jest rozrywka, nie czarujmy się, ale okraszona prawdziwymi emocjami. To wielka wartość.

Chciałby Pan z którąś z córek wystąpić w takim programie?

- Oczywiście i może tak się stanie. Już z jedną z córek występowałem na swojej płycie pt. „Opisanie świata”. Śpiewaliśmy w duecie „Piosenkę dla Helenki”. Niewykluczone, że jak Ala trochę podrośnie, to też coś razem zaśpiewamy. To bardzo fajny sposób spędzania czasu, śpiewanie ze swoimi dziećmi.

Na co dzień śpiewa Pan z córkami?

- Oczywiście.

A co śpiewacie?

- Różnie to bywa. Generalnie to, co dziewczynki zechcą. Ale też znają moje utwory, bardzo je lubią, więc je również śpiewamy. Teraz na przykład na tapecie jest piosenka promująca mój ostatni koncert „Miłość to słowa dwa”. Śpiewamy też piosenkę z koncertu, który przygotowuję z uczestnikami programu „Mali giganci”  - jego tytuł to „Karuzela z marzeniami”. Ten koncert zagramy najprawdopodobniej zimą. Z kolei na meczu TVN kontra TVP wykonaliśmy piosenkę pt. „Na ramieniu wróżka”. Tak więc wszystko, co na bieżąco tatuś robi, to córki śpiewają.

A sam pod nosem Pan sobie śpiewa, np. przy goleniu…

- Przy goleniu może nie, ale generalnie często śpiewam. Tak naprawdę to muszę to robić. Pisząc utwory muszę je sobie zanucić, zaśpiewać, muszę zaśpiewać je później np. wykonawcom.

Ten zimowy koncert z dziećmi to jakieś większe przedsięwzięcie?

- Wystąpi szóstka solistów plus chór dziecięcy i orkiestra dziecięca. W sumie około setki dzieci. To będzie duża produkcja.

W październiku jest Pan na koncertach w Stanach i Kanadzie.

- To będą koncerty przede wszystkim dla Polonii, ale nie tylko, przygotowałem specjalny program pt. „Wiara, nadzieja, miłość” z orkiestrą, chórem i solistami. Mam nadzieję, że będzie to bardzo emocjonalne i bardzo wzruszające wydarzenie. Zagramy 14 razy.

Nie pierwszy raz będzie Pan tam występował.

- Szósty.

To inna publiczność niż w Polsce?

- Niekoniecznie. Emocje są te same. Oczywiście publiczność ta mieszka w innym kraju, ale na koncertach kompletnie się tego nie czuje. Ludzie reagują bardzo żywiołowo. Tak samo jak w Polsce. Cieszą się, że przyjechaliśmy do nich, bo to są jednak spotkania, które nie zdarzają się aż tak często, tylko raz na rok, czy raz na dwa lata. Zawsze jesteśmy mile przyjmowani. Uwielbiam te trasy, świetna jest ich organizacja, za co należą się podziękowania Krzysztofowi i Ani Zakretom wraz z rodziną.

Koncertom towarzyszą spotkania?

- Nigdy nie odmawiamy wspólnych zdjęć, autografów. Zawsze spotykamy się po koncercie.

Polacy w Ameryce śpiewają polskie utwory podczas koncertów?

- Tak, oczywiście. Znają ten repertuar. Zresztą na każdym koncercie staram się wykonać jeden czy dwa utwory, które możemy wspólnie zaśpiewać. I tak będzie tym razem.

Specjalnie dobieram repertuar. Będą stare i nowe utwory, także z najnowszej płyty. Dla każdego coś miłego.

Kiedy otrzymał Pan największy aplauz?

- Bardzo trudno wybrać ten jeden, jedyny raz. Wydaje mi się, że największe brawa otrzymałem podczas tych największych koncertów: np. w Poznaniu na Malcie, kiedy było prawie 30 tys. osób, na rynku we Wrocławiu, czy w Krakowie na 750-lecie miasta. Generalnie na takich otwartych plenerowych imprezach, gdzie było bardzo dużo ludzi.

Ale również i te brawa podczas kameralnych koncertów są dla mnie bardzo ważne. Nie ma znaczenia czy było to pięć osób, czy kilkadziesiąt tysięcy. Ważne, że chciały przyjść, że chciały posłuchać, a my daliśmy radę.

 

NA „APLAUZ, APLAUZ!” – PROGRAM ROZRYWKOWY DLA CAŁEJ RODZINY – ZAPRASZAMY W KAŻDĄ NIEDZIELĘ O GODZ. 20.00 (CET – BERLIN, PARYŻ) DO ITVN.

 

Piotr Rubik - urodził się 3 września 1968 roku w Warszawie. Od dziecka kształcił się jako wiolonczelista, najpierw w Podstawowej Szkole Muzycznej im. Emila Młynarskiego w Warszawie, potem w Liceum Muzycznym im. Karola Szymanowskiego w Warszawie i Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie. Jako wiolonczelista współpracował z wieloma znakomitymi orkiestrami, m. in. Orkiestrą Światową Jeunesses Musicales i Sinfonia Varsovia. Od dziecka wiedział, że jego główną pasją jest kompozycja. Na swej artystycznej drodze współpracował z wieloma wybitnymi wykonawcami pisząc dla nich utwory, akompaniując jako pianista czy prowadząc koncerty jako dyrygent. Jako producent muzyczny zrealizował przeszło 30 albumów, między innymi dla Michała Bajora czy Małgorzaty Walewskiej. Jego pierwszym dużym przebojem był „Dotyk” śpiewany przez Edytę Górniak. Pisze muzykę filmową (m. in. „Ja wam pokażę”, „Ryś”). Jego utwory promowały duże, polskie produkcje filmowe takie, jak „Quo vadis” czy „Zemsta”. Jest twórcą sygnałów radiowych i telewizyjnych (m. in. „Wiadomości”, „Tomasz Lis na żywo”, oprawa programu I Polskiego Radia).

Największą popularność przyniosły mu wielkie formy wokalno - instrumentalne takie jak oratoria „Tu es Petrus” czy „Psałterz wrześniowy”. Przeboje z tych dzieł – „Niech mówią, że to nie jest miłość” (uznana polską piosenką wszechczasów w plebiscycie Radia Zet) czy „Psalm dla ciebie” przez wiele tygodni utrzymywały się na szczytach list przebojów. Płyty Piotra Rubika sprzedały się w setkach tysięcy egzemplarzy. Kompozytor zebrał wiele nagród, m. in. pierwsze miejsce na Festiwalu Jedynki w Sopocie w 2005 r., Super Jedynka za płytę roku oraz Super Super Jedynka dla najpopularniejszego wykonawcy w 2006 r., Wiktor 2006, Telekamera 2007, pierwsze miejsce na festiwalu Top Trendy w 2007 r. (kolejne statuetki Top Trendy otrzymał też za 2008 i 2009 rok), Teraz Polska 2007, Róże Gali 2007.

Piotr Rubik udziela się również w popularnych programach telewizyjnych. Wraz ze swoją drużyną „Klika Rubika” wygrał pierwszą, polską edycję programu „Mali Giganci”, a obecnie zasiada w fotelu jurora w nowym show „Aplauz, Aplauz!”.

 

Rozmawiała Joanna Pszon / ITVN

Foto: TVN Cezary Piwowarski, Adam Pluciński