Nie było wielkiego wstydu (Kliczko - Wach)

Ten pojedynek reklamowano na długo przed jego odbyciem się jako pojedynek tytanów. Czy był nim naprawdę? Ale po kolei. Ukrainiec Władymir Kliczko, posiadacz aż czterech pasów fedeacji WBA, WBO, IBF oraz IBO do tytanów ringu z całą pewnością należy. Nasz Mariusz Wach był do tej pory bardzo daleki od takich wspaniałych osiągnięć.

.

 

Dlatego też dla wielu obserwtorów porównywanie go do tytanów boksu było po prostu bardzo grubo naciągane. Fachowcy uważali, że będzie on w stanie wytrwać podczas tej walki góra cztery lub pięć rund. Sądzili, że Doktor Stalowy Młot znokautuje  „ Wikinga ”. O tym, że ten zejdzie z ringu o własnych siłach po pełnowymiarowym, dwunastorundowym pojedynku nikt z nich nie przypuszczał. W obozie naszego boksera liczono tymczasem między innymi na to, że Kliczko może być rozkojarzony po niedawnej śmierci jego trenera, Emanuela Stewarda, z którym był bardzo związany.

 

 

To teoretycznie mogło zwiększyć jego szanse na końcowy sukces. Przed walką uczczono pamięć zmarłego, wybitnego amerykańskiego szkoleniowca. Podczas konferncji prasowej przed walką Kliczko sypał komplementami pod adresem swojego adwersarza. Powiedział, że jego zdaniem ten jest groźnym, nieobliczalnym rywalem. W rewanżu otrzymał od Mariusza Wacha kopię zdjęcia, jakie sobie kiedyś, jeszcze jako amatorski bokser zrobił na pamiątkę właśnie z Władimirem, wówczas już utytułowanym bokserem. Dodał też, że zabrał z sobą specjalnie dwie torby, aby mogł do nich zmieścić wszystkie pasy Władymira! Pierwszy gong rozległ się o godzinie 23:17. Czyżby siódemka miała się okazać szczęśliwa dla naszego reprezentanta? Początek walki na to jednak niestety nie wskazywał. Kiczko zaczął w sposób dla siebie typowy. Wach musiał przyjąć na siebie wiele ciosów, rewanżując się samemu niewielką ich ilością. I tak  było w zasadzie przez cały pojedynek. Tylko raz udało się „ Wikingowi ” zagonić Ukraińca do lin, gdzie zaczął go okładać serią dość chaotycznych ciosów. Była to jedyna efektowna akcja zaczepna Polaka w tym pojedynku. Sam był blisko tego, iż w ósmej rundzie jego sekundanci rzucą ręcznik na ring, po tym jak słaniał się na nogach po potężnych uderzeniach Kliczki.

Tak się jednak na szczęcie nie stało. Dopiero gong po dwunastej rundzie zakończył tą jednostronną walkę. Nikt nie miał wątpliwości, że końcowy werdykt może oznajmić  tylko i wyłącznie jednogłośną wygraną na punkty obrońcy tytułów.

Chwilę po ogłoszeniu wyniku, jeszcze w samym ringu Władymir Kliczko pogratulował wobec zebranej publiczności Mariuszowi Wachowi bardzo dobrej postawy. Widzowie na poparcie tych słów zgotowali Polakowi owację na stojąco.

Ten z kolei przeprosił wszystkich tych kibiców, którzy na niego liczyli, za to, że ich zawiódł. W kuluarach po walce fachowcy chwalili przede wszystkim jego ogromną odpornośc na ciosy i wiele włożonego serca. Dlatego też slogan reklamowany przez niemiecką stację RTL przed tym pojedynkiem „Figth from the Hearth” - walka z głębi serca, pasował do niej jak ulał. Utytułowany starszy brat Władymira, Witali przyznał szczerze po walce, iż w ich obozie nie liczono się z tym, że Polak będzie tak odporny na ciosy i wytrwa do jej końca. Z kolei Dariusz Michalczewski w specjalnej wypowiedzi ocenił walkę jako ładną przegraną. Poza ogromnym sercem Wach zaprezentował dość niski poziom techniczny.

Obaj bokserzy należą do dwóch różnych światów. Pojedynek zgromadził na trybunach „ O2 Areny ”  około 16 tysięcy widzów, w tym sporą grupę rodaków. Byli obecni jak zwykle prominenci ze świta polityki, schow-biznesu czy sportu.

Całą oprawę uświetniła też obecność Sylvestra Stallone, słynneogo odtwórcy Rocky'ego króry obecnie nagrywa w Hamburga swoją nowę produkcję. W ringu walkę zapowiadał Michael Buffer. Szkoda, że torby przygotowane na pasy Władymira Kliczki, odjechały z Hamburga puste. Również szkoda tego, że nie dano szansy obejrzenia tej ciekawej walki wszystkim kibicom w naszym kraju, tylko tym, którzy za to zapłacą. Ich niemieccy koledzy nie mieli takiego problemu. Stacja RTL nie kodowała bowiem tej walki.

 

Janusz Bąkowski